Koncert Linkin Park w Rybniku – RELACJA

Dnia 25 sierpnia 2015 roku, zespół Linkin Park zagrał swój czwarty koncert w Polsce – tym razem w Rybniku. Lokalizacja jak dla mnie wymarzona, bo mieszkam zaledwie 15 km od Rybnika i wreszcie nie musiałem jechać nie wiadomo jak daleko. Ogólnie koncert był zajebisty, ale to oczywiste – w końcu to Linkin Park!

Ale zacznijmy od początku. W Rybniku, wraz ze swoją dziewczyną, byłem jakoś po godzinie 13:00. Na wstępie zaznaczę, że zostałem wylosowany na spotkanie z zespołem, które miało odbyć się tuż przed ich występem. Wraz z dziewczyną, jako członkowie oficjalnego fan clubu, mogliśmy też skorzystać z wcześniejszego wejścia na stadion. Tak więc po szybkim przywitaniu się ze znajomymi i podpisaniu forumowej flagi, która później tradycyjnie zawisła na scenie, od razu udaliśmy się do wyznaczonego wejścia, gdzie mieliśmy się stawić już o godzinie 15:00. Tam też zrobiłem sobie zdjęcie z Lorenzo – człowiekiem odpowiedzialnym za prowadzenie fan clubu. Poznałem go już na ostatnim koncercie w Berlinie, bardzo sympatyczny człowiek.

DSC01720

Ogólnie wejść było dużo bo każda kategoria biletowa miała osobne wejście i tak były wejścia na trybuny, płytę, Golden Circle i jeszcze osobne dla ludzi posiadających bilety Golden Circle Early Entrance, czyli także wcześniejsze wejście. O dziwo, organizacja była wg mnie bardzo dobra. Co prawda było trochę zamieszania z tym wcześniejszym wejściem, ale wszystko było w miarę ogarnięte. I tak, krótko po godzinie 16:00 zostaliśmy wpuszczeni na stadion, a że mieliśmy bilety Golden Circle, to dorwaliśmy miejsca pod samiutką sceną. Co ciekawe, członkowie Linkin Park Underground zostali wpuszczeni wcześniej, niż ludzie z biletami GC EE, co naprawdę mi się podobało bo na koncercie we Wrocławiu, członkowie fan clubu mogli wcześniej wejść tylko na zwykłą płytę, a nie na strefę GC. Tutaj natomiast organizatorzy, pomimo wprowadzenia do sprzedaży biletów z wcześniejszym wejściem, zrozumieli, że największe przywileje powinien mieć jednak fan club. A wk*rwienie na twarzach ludzi, którzy myśleli, że z biletami GC EE wejdą pierwsi – bezcenne. 🙂

DSC01725

Pogoda była beznadziejna od samego rana. Co chwilę padało i było dosyć zimno, jak na sierpień. Ale takie uroki koncertów – czasami trzeba zmoknąć. Krótko po wejściu przez nas na stadion, na scenie rozgrzewał się zespół, który miał być pierwszym supportem, czyli My Riot. Fajnie było popatrzeć na takie próby. Później wpuścili ludzi z GC EE, a następnie resztę GC, całą płytę i trybuny. Stadion powoli zaczął się zapełniać, a My Riot zaczęli grać normalny koncert. Muszę przyznać, że wokalista ma całkiem niezły głos i ogólnie zespół dawał radę. Niestety, w tym momencie musiałem opuścić swoje miejsce, aby udać się na spotkanie z członkami Linkin Park. Wiem, nie ma przecież na co narzekać, ale mimo wszystko trochę szkoda takiej miejscówki. Z daleka widziałem jeszcze fragment występu drugiego supportu – The Last Internationale.

Lorenzo przyszedł punktualnie na wyznaczone miejsce, szybko sprawdzili listę obecności, dali nam dodatkowe opaski na ręce i laminaty na szyje. A potem trzeba było czekać, czekać i jeszcze raz czekać. Przede wszystkim dlatego, że była druga grupa ludzi, spoza fan clubu, którzy wykupili sobie spotkanie z zespołem. Kiedyś tego nie było, ale no cóż – hajs się musi zgadzać. Tyle dobrze, że robią właśnie dwie grupy i przez takich co sobie to kupują, nie ubywa miejsc dla członków fan clubu. W każdym razie, staliśmy sobie tak na tym zimnie i czekaliśmy. Ale no warto było i wszyscy o tym wiedzieliśmy. Warto pomarznąć dla możliwości spotkania się z członkami Linkin Park twarzą w twarz!

W końcu się doczekaliśmy i wpuścili nas do budynku za sceną. Najpierw zdjęcia grupowe z zespołem, na których załapałem się z samego przodu. Później ustawili nas w okrąg, a członkowie zespołu podchodzili i rozdawali autografy. Ja do podpisania wziąłem książeczkę z najcenniejszej płyty jaką mam, czyli Hybrid Theory EP. Było to moje drugie M&G, więc nie byłem już taki zestresowany i na luzie pogadałem sobie z zespołem. I tak, Mike’a zapytałem na przykład, dlaczego nigdy nie grali na żywo piosenek takich jak She Couldn’t czy Carousel. Odpowiedź była oczywiście trochę wymijająca, coś w stylu, że nie są w stanie zagrać wszystkiego, ale powiedział, że jestem pierwszą osobą, która zapytała o takie piosenki. Chesterowi z kolei podziękowałem ogólnie za muzykę, jaką tworzą, a później dodałem, że dziękuję mu również za album Dead By Sunrise, który wiele dla mnie znaczy i w tym momencie, Chester sam z siebie mnie przytulił i również podziękował. 🙂  Pod koniec, udało mi się zdobyć oficjalny marker, jakimi rozdają autografy. Ogólnie powinienem mieć dużo fajnych zdjęć z tego spotkania. Ale niestety trzeba na nie kilka dni poczekać. W każdym razie tak prezentują się pamiątki z M&G:

DSC01829

Po M&G szybki powrót na Golden Circle bo lada chwila zespół miał zacząć koncert. Z początku ustawiłem się na samym tyle, gdzie było w miarę luźno i był fajny widok na całą scenę. Stamtąd nagrałem w całości pierwszy utwór, czyli Papercut:

Następnie stwierdziłem, że trzeba dopchać się trochę bliżej i poskakać. Przecisnąłem się więc jakieś 5 metrów bliżej sceny i tam spędziłem większość koncertu, śpiewając i skacząc. Dodam, że przed koncertem postawiłem sobie dwa cele. Wiedziałem, że nie będę miał dobrego miejsca po M&G, więc postanowiłem to wykorzystać i w końcu polecieć na fali i pójść w pogo na koncercie mojego ulubionego zespołu. I tak, w momencie kiedy zaczęły rozbrzmiewać pierwsze dźwięki utworu Faint, stwierdziłem, że to jest ten moment. Jednak okazało się, że wcale nie tak łatwo wbić na falę przy tej publiczności. To jednak nie jest mały, klubowy koncert, gdzie wszyscy ludzie to hardcorowi fani danego zespołu, którzy siedzą w takich klimatach i wiedzą, jak się bawić na koncertach rockowych. Nie, to już trochę inny format. Bardziej znany zespół i część publiczności była trochę z innej bajki. Kiedy mówiłem ludziom obok, że chcę na falę, to niektórzy nie wiedzieli o co mi chodzi (!), a inni mnie olewali. Ale jak to się mówi, do trzech razy sztuka i w końcu mi się udało. A przynajmniej można tak powiedzieć, bo po jakichś 15 – 20 sekundach podczas których byłem niesiony na rękach, nagle zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic, ludzie mnie puścili i pie*dolnąłem o glebę. 🙂 Ale nie bez powodu nazywa się to falą – raz jesteś na górze, a raz na dole. 😀 W każdym razie było warto! Naprawdę było warto, dla tej chwili. To było coś pięknego. Później, szybko się podniosłem i przynajmniej byłem o kolejne 5 metrów bliżej sceny. xD
Pod koniec koncertu, na utworze Bleed It Out, w jednym miejscu nagle rozstąpiła się publiczność i już wiedziałem, że zrealizuję swój drugi cel, czyli pogo. A było naprawdę spore. Zanim dałem się pochłonąć szaleństwu, udało mi się uchwycić na zdjęciu tą utworzoną pod pogo, wolną przestrzeń w tłumie:

DSC01811

I niech nikt mi nie mówi, że Golden Circle nie umie się bawić bo na pewno zrobiliśmy większy rozpierdziel niż ludzie na płycie! Reasumując, koncert był naprawdę mistrzowski, zespół jak zwykle dał z siebie wszystko, a setlista, mimo że znana z wcześniejszych koncertów na tej trasie, była rewelacyjna. Całe szczęście, że byliśmy na koncercie samochodem i wyjątkowo nie musieliśmy nocować na żadnym dworcu, czekając do rana na powrót do domu. 😀

Korzystając z okazji chciałem pozdrowić wszystkich naszych znajomych, zarówno tych, z którymi widzieliśmy się na koncercie, jak i tych z którymi nie udało nam się spotkać. Na zakończenie jeszcze kilka moich zdjęć i nagrań:

DSC01802

DSC01809

Był to mój siódmy koncert zespołu Linkin Park i jestem pewny, że ten zespół nigdy mi się nie znudzi! Tak więc do zobaczenia na następnych koncertach! 🙂


Finał 5 sezonu The Walking Dead

the_walking_dead_season_5-wide

Przed chwilą obejrzałem finał 5 sezonu serialu The Walking Dead i muszę powiedzieć, że dawno żaden serial czy film nie trzymał mnie tak bardzo w napięciu, a zarazem dawno żaden serial czy film mnie tak bardzo nie usatysfakcjonował. Uprzedzam, że w tym wpisie mogą pojawić się drobne spoilery, zarówno odnośnie ostatniego odcinka, jak i całego serialu. Jednak raczej postaram się pisać dosyć ogólnikowo. Ale to od początku…

The Walking Dead zacząłem oglądać jakieś 2 lata temu, kiedy to emitowany był już 3 sezon. Oglądać zacząłem oczywiście od 1 sezonu i bardzo szybko nadgoniłem zaległości, tak że w rezultacie musiałem już czekać na 4 sezon.

Serial ten spodobał mi się od samego początku i bardzo mnie wciągnął. Nie jest to tylko kolejna produkcja o tematyce apokalipsy zombie. Ten serial to znacznie więcej! Pokazuje zachowania ludzi w ekstremalnych dla nich sytuacjach. Pokazuje do czego zdolni są ludzie, kiedy próbują przetrwać i to, jak łatwo zatracić człowieczeństwo. A to właśnie inni ludzie, a nie zombie, są największym zagrożeniem dla grupki ocalałych, którą pokochały miliony fanów na całym świecie. I myślę, że to jest właśnie fenomenem tego serialu. Do tego każdy odcinek trzyma mocno w napięciu i jest genialne nakręcony. Oglądając ten serial mam wrażenie, jakbym oglądał wysokobudżetowy film.

Jak już wspomniałem, serial ten spodobał mi się od razu, jednak na Filmweb z początku wystawiłem mu ocenę 9/10 i taka ocena utrzymywała się przez wszystkie 5 sezonów. Aż do dzisiaj, kiedy to obejrzałem finał 5 sezonu, po którym stwierdziłem, że czas najwyższy wystawić temu serialowi najwyższą możliwą ocenę. Finał był po prostu rewelacyjny i osobiście nie widzę w nim żadnych minusów. Od początku do końca, trzymał mnie w napięciu. No i co najważniejsze, był absolutnie nieprzewidywalny, a działo się bardzo dużo. Było dużo dramatycznych sytuacji, a jednak nie zginął nikt z głównych bohaterów serialu. We wcześniejszych odcinkach niektórych postaci miało się dość, a w finale wybaczyliśmy im tak samo, jak zostało to zrobione w serialu. Mówię tu na przykład o Ojcu Gabrielu czy kolesiu, który chciał zabić Glenna. A końcowa scena była po prostu rewelacyjna. Wejście Ricka na zebranie dotyczące wygnania go, ta przemowa i pojawienie się Morgana – no po prostu bezcenne. I pomimo tragedii, jaka wydarzyła się pod koniec, finał skończył się w miarę pozytywnie, co nie zdarza się zbyt często. A jednak już teraz nie mogę doczekać się kolejnego sezonu!

Myślę, że The Walking Dead przebił w moim osobistym rankingu serial Supernatural i niemalże zrównał się z LOST. Naprawdę gorąco polecam ten serial!


Linkin Park w Polsce

Wybaczcie dłuższą nieobecność, ale ostatnio miałem mało czasu na cokolwiek. Pora więc na nadrobienie zaległości.

Właśnie skończyłem delektować się zimną kawą, którą zrobiłem sobie kilka godzin temu, więc pewnie szybko dzisiaj nie zasnę. Ale w sumie wstałem o 13:00, więc trochę jeszcze mogę posiedzieć. A więc tak sobie siedzę i słucham koncertówki Linkin Park, a konkretniej to całej płyty Hybrid Theory, którą zagrali na Download Festival 2014. I tak sobie tego słucham i nie mogę się doczekać końcówki sierpnia. Wszyscy fani Linkin Park doskonale wiedzą dlaczego, ale w sumie to jeszcze o tym tutaj nie pisałem, a wypadałoby. Otóż 25 sierpnia 2015 roku, zespół Linkin Park zagra swój kolejny koncert w Polsce! Mało tego, zespół zagra w… Rybniku, czyli w miejscowości, która graniczy z miejscowością, w której mieszkam. A to oznacza, że na koncert mojego ulubionego zespołu będę miał niecałe 15 km! Reasumując, lepiej być nie mogło. 😀

Ogólnie to pierwszy raz było tyle zamieszania z ich koncertem bo na długo przed oficjalną informacją pojawiły się plotki. Najpierw niektóre źródła twierdziły, że Linkin Park zagra w Krakowie, z kolei później twierdzono, że kapela wystąpi w Gdańsku, a na koniec pojawiły się plotki o Rybniku i to właśnie one okazały się prawdziwe. Wielu fanom się to nie spodobało bo nie jest to centrum Polski i niektórzy będą mieli daleko na koncert, a ponadto stadion w Rybniku, na którym zagra zespół, nie jest jakimś spektakularnym i wielkim obiektem. Ja jednak uważam, że koncerty nie mogą odbywać się tylko w centrum Polski. Jasne, wtedy nikt nie musi przejeżdżać całej mapy, żeby być na koncercie, ale z drugiej strony osoby mieszkające w Warszawie czy Łodzi, zawsze miałyby koncert na miejscu. Dlatego dobrze, że od czasu do czasu, różnego rodzaju koncerty odbywają się w innych miastach. Jak bym tam nie marudził, jakbym musiał jechać na koncert do Gdańska, do którego mam dalej niż do… Berlina! xD Ale na szczęście tym razem to ja będę miał koncert pod nosem i w ostateczności, po koncercie mógłbym wracać do domu nawet pieszo. 😀 A stadion w Rybniku może i nie pomieści tyle ludzi co ten we Wrocławiu, a i wyglądem Wembley czy Camp Nou nie przypomina, ale grały tam już dużych formatów gwiazdy. W ubiegłym roku wystąpił tam chociażby zespół Thirty Seconds To Mars. A chłopaki z Linkin Park nie na takich obiektach już grali. Za przykład można chociażby podać stadion Velodrom w czeskim Brnie – swoją drogą właśnie tam byłem na swoim pierwszym koncercie Linkin Park. Wyglądem i pojemnością dupy nie urywa, ale koncert był świetny. Tak więc Rybnik też da radę!

Bilety oczywiście zakupiłem w dniu, w którym ruszyła regularna sprzedaż. Jako członek fan clubu mogłem zakupić je w przedsprzedaży, ale wolałem kupić je w sklepie stacjonarnym i mieć je od razu w ręce, niż czekać na przesyłkę. Na koncert wybieram się ze swoją dziewczyną. Mam nadzieję, że tym razem oboje dostaniemy się na Meet & Greet. No, ale w końcu jestem cholernym szczęściarzem, więc na pewno tak będzie. W najgorszym wypadku, znowu będę miał miejsce pod sceną i podejdzie do mnie Chester. Ewentualnie wezmą mnie na scenę. xD

Przed chwilą zrobiłem sobie kolejną kawę. To już trzecia dzisiaj, więc na pewno szybko nie zasnę. Dobrze, że nie muszę jutro jakoś wcześnie wstawać bo do pracy dopiero na 12:00. 😀 Ale wracając jeszcze na chwilę do tematu koncertów, to w tym roku wybieram się jeszcze na Limp Bizkit do Krakowa. Nie jestem ich wielkim fanem, ale lubię sobie ich czasami posłuchać, a niektóre utwory bardzo mi się podobają. Na więcej koncertów w tym roku raczej mnie nie będzie stać bo trzeba by odłożyć trochę kasy na urlop. Planowałem też kolejny tatuaż w tym roku, mam już nawet termin, ale nie wiem co z tego będzie. Pewnie znowu przełożę termin.

Tak, wiem że bardzo przynudzam, dlatego będę już kończył. Pewnie mało kto dotrwał do tego momentu, ale dla tych, którzy dali radę, na zakończenie piosenka.

No i do zobaczenia na koncercie! 🙂


Piątek 13-go

No i mamy pierwszy piątek 13-go w tym roku. Nigdy nie byłem przesądny, więc niespecjalnie się tym przejmuję, w każdym razie jedno wiem na pewno – to będzie najlepszy piątek 13-go w moim życiu! 😀

Otóż dzisiaj wybieram się na koncert holenderskiej grupy hip-hopowej Dope D.O.D. w Katowicach. Pierwszy raz usłyszałem o nich kilka lat temu, ale dopiero niedawno postanowiłem bardziej zapoznać się z ich twórczością i nawet mi się spodobało to co grają, a grają hardcore hip-hop, horrorcore i dubstep. Ogólnie to nigdy nie byłem na koncercie hip-hopowym, no ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. 😀


Opole

Wczoraj byłem ze swoją kobietą na wycieczce w Opolu i postanowiłem napisać krótką relację. 🙂

Opole leży całkiem niedaleko od miejscowości, w której mieszkam, a mimo to, do tej pory byłem tam jedynie przejazdem. Termin na wycieczkę idealny co prawda nie był, ale ważne, że nic nie padało.

Do Opola pojechaliśmy oczywiście Polskim Busem. Najpierw postanowiliśmy udać się na Wieżę Piastowską, która jest pozostałością po nieistniejącym już Zamku Piastowskim. Dosyć trudno było na nią trafić, bo pomimo iż z wieży widać praktycznie całe Opole, to samej wieży za cholerę nie widać znikąd. 😀 No, ale jakoś się udało. No i mieliśmy przewodnika w takim zabawnym ubranku. 🙂

Tuż obok wspomnianej wieży, znajduje się słynny opolski amfiteatr, na którym występowały największe gwiazdy polskiej muzyki. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest to jednocześnie największe oszustwo telewizji, bo amfiteatr w rzeczywistości jest dwukrotnie mniejszy niż by się wydawało po obejrzeniu relacji telewizyjnych z tego miejsca.

Najlepszą częścią wycieczki było oczywiście pójście do jakiegoś lokalu z jedzeniem. 😀 Wybraliśmy naleśnikarnię Manekin – naprawdę polecam! Potem jeszcze wpadliśmy do jakiejś amerykańskiej knajpy, gdzie jarałem się każdym przedmiotem związanym z USA jaki tylko zarejestrowały me oczy. xD

Reasumując, wycieczka całkiem udana. Na zakończenie zapodaję zdjęcie:

DSC00436


Nareszcie urlop!

W końcu doczekałem się upragnionego urlopu! Może wreszcie uda mi się nadrobić zaległości w filmach bo ostatnio oglądam ich coraz mniej. Ale co najważniejsze… nareszcie będę mógł się wyspać! 🙂

Swoją drogą dzisiaj rozdanie nagród Grammy. Trochę kusi mnie oglądanie relacji bo transmisja jest na oficjalnej stronie i o dziwo, wszystko działa, ale niestety gala będzie trwała pewnie do późnych godzin nocnych, co koliduje z moimi planami wyspania się, więc jednak sobie daruję. Trochę szkoda, że Linkin Park nie miał nominacji za The Hunting Party bo jak najbardziej im się należała, ale przynajmniej Eminem i Metallica byli nominowani.

W ogóle to niesprawiedliwe, że w Los Angeles (gdzie odbywa się gala) świeci teraz słońce i jest 20 stopni C. To jeden z wielu powodów, dla których chciałbym mieszkać w USA. 😀


Studniówka

Jeszcze kilka miesięcy temu nie przypuszczałem, że kiedykolwiek pójdę na studniówkę, a tu proszę – właśnie dzisiaj się to stanie. 😀 Oczywiście idę jako osoba towarzysząca, ale studniówka to studniówka. 🙂 Na swojej studniówce nie byłem bo szkoda mi było na to kasy. A poza tym nigdy jakoś specjalnie nie przepadałem za swoją klasą i zawsze omijałem jakieś wspólne imprezy czy nawet wycieczki szkolne. Wszyscy mi wtedy mówili, że będę żałował i, że studniówka jest tylko raz w życiu, a jakoś nigdy tego nie żałowałem. I z tego co pamiętam, to jeszcze kilka osób z mojej klasy nie poszło na studniówkę. A ja za zaoszczędzone pieniądze pojechałem wtedy na koncert Linkin Park na Orange Warsaw Festival 2012. 😀

W każdym razie teraz nie mogę się doczekać tej studniówki. Może dlatego, że idę na nią z ukochaną osobą? 🙂
A Wy jak wspominacie swoje studniówki? Byliście na nich, czy może dopiero Was to czeka? Lubicie tego typu imprezy?